O Fabryce
Skocz do
Start > Wszystkie artykuły > NINE INCH NAILS > Trent Reznor - Katharsis przez autodestrukcję (2001)
Trent Reznor - Katharsis przez autodestrukcję (2001)
Trent Reznor - Katharsis przez autodestrukcję

Chcąc napisać o jakichkolwiek informacjach na temat NINE INCH NAILS najczęściej używa się słowa "podobno". Nic dziwnego, bowiem wokół NIN, jak i wielu zespołów uznawanych za kultowe, narosło już tyle legend, że ciężko wyciągnąć spośród nich te wiarygodne. A Reznor nie jest w stanie reagować na każdą fałszywą, zresztą po co miałby to robić - prowokacja to najlepszy sposób reklamy.
Po latach eksperymentowania z muzyką i szarpaniny ze samym sobą, lider NIN zaczaił się w Nowym Orleanie. Mieszka tam w dużym, starym domu, przy tej samej ulicy co znana pisarka Anne Rice. Spokojne miasto, uspokojony człowiek i jego spokojniejsza muzyka. Niedawno ukończone trzydzieści pięć lat, mnóstwo zużytej podczas tras koncertowych energii psychicznej, odciśnięcie swoich śladów na płytach znanych muzyków, zilustrowanie muzyką paru kasowych filmów i przede wszystkim przetarcie szlaku w obrębie rocka industrialnego - tak minęły dla Reznora lata dziewięćdziesiąte. Wydawałoby się, że spokojnie mógłby zaszyć się w jakimś zacisznym zakamarku, odcinać kupony od sławy i przeliczać mamonę na bankowym koncie. Ale mówimy o Trencie Reznorze, osobie poważanej w Stanach na równi z samym prezydentem USA.

Ciało pochwycone przez wielką, zepsutą maszynę.Michael Trent Reznor, bo tak brzmi jego pełne imię, jest z pochodzenia Amerykaninem (rodzinne miasto Mercer) i urodził się 17 maja 1965 roku, jak podają niektóre źródła o godzinie 7:30. Ma o pięć lat młodszą siostrę Terę, z którą zamieszkał u dziadków zaraz po rozwodzie rodziców we wczesnych latach siedemdziesiątych. Niedawna śmierć jego babki wpędziła go w sporą depresję, zresztą nie ma się czemu dziwić, bo dla dojrzewającego nastolatka niejednokrotnie lepszym, bardziej wyrozumiałym przyjacielem okazuje się własny dziadek lub babcia niż na przykład rodzice. Nic dziwnego, że Trent bardzo się do nich przywiązał - różnica pokoleń jest już tak duża, że dziadkowie o wiele łatwiej akceptują poczynania swoich wnuków.
Media, chyba zgodnie z jego staraniami zawsze kreowały go na perwersyjnego cyborga, używając takich określeń jak: "nawiedzony", "zakręcony", "facet o złym guście", "operator piekielnej maszyny", czy "koleś o szatańskich pomysłach". Jednakże w niektórych wywiadach mówił, że nie posiada osobowości typowego rockmana, że jest trochę nieśmiały i melancholijny. W dzieciństwie Trent należał do grupy skautów, posyłano go do niedzielnej szkółki, budował modele samolotów i pobierał lekcje gry na pianinie.
W szkole średniej grał na saksofonie, keyboardzie, pianinie i gitarach w kilku lokalnych zespołach. Przez swoich klasowych kolegów został uznany za najlepszego w sztuce dramatycznej. Efekty takiej oceny widać na scenie podczas koncertów NIN, gdzie Reznor odgrywa naprawdę dobry show - skrada się do publiczności, uwodzicielsko szepcze, a za sekundę rzuca się na jednego z muzyków, dusi go kablem od mikrofonu, symuluje kopulację z syntezatorem albo celowo zaplątuje się w kable od gitar. Któż inny, jak nie sam artysta może najlepiej zobrazować swoje dzieło? Na jednym z takich koncertów o mało nie doszło do tragedii - mikrofon przypadkowo i na oślep rzucony przez Reznora trafił w perkusję, a talerz dosyć poważnie przeciął czoło perkusiście, który heroicznie kontynuował grę z krwawiącą raną.

Nie da się ukryć, że Trenta pociąga akt destrukcji, ale raczej nikt nie słyszał, żeby NIN na wzór innych kapel, urządzali demolki w hotelach, wyrzucali telewizor przez okno, chodzili nago po ulicach, albo bili przypadkowych fanów czy fotoreporterów,. Destrukcja w wykonaniu Reznora ma miejsce tylko na scenie i ewentualnie tylko w nim samym. Trzydziesto-pięcioletni muzyk jest ciekawym przypadkiem dla psychoanalityka; najczęściej występującymi w jego tekstach zaimkami są egocentryczne "ja" i "mój". Przez długi czas nienawidził świata, nie dostrzegał w nim żadnych wartości, dla niego wszystko umarło, a wręcz zdechło. Trent wydaje się być osobą bardzo wrażliwą i emocjonalną, więc jego z gruntu pesymistyczne podejście do życia znalazło odzwierciedlenie w tekstach utworów: "Chcę czegoś, czego nigdy nie będę miał", "Nienawidzę siebie za to czym się stałem", "Nie wiem czym jestem", "Nic mnie nie może powstrzymać, po prostu mnie to nie obchodzi", "Moje usta mogą składać obietnice, ale moje serce jest jak kurwa", "Nadal nie umiem naprawić tej zepsutej maszyny", "Ten świat mnie odrzuca", "Im więcej ci daję, tym bardziej umieram" by przytoczyć te najbardziej wyraziste. Kiedy powołał do życia NIN, stwierdził, że musi w sobie coś zmienić, bo nawet nie wygląda tak interesująco jak Perry Farrell (lider Porno For Pyros). Wykreował sobie taki, a nie inny image, bo w jego mniemaniu nie był nikim interesującym - ani męską dziwką, ani narkomanem uzależnionym od heroiny - był po prostu normalnym facetem.

Powstaje więc pytanie, jak on to robi, że tak długo utrzymuje się na rockowej drabinie? Odpowiedź wydaje się prosta - Reznor ma silną osobowość, a ponad to jest uzdolniony, pomysłowy, dokładny, ostrożny i lubi eksperymenty. Człowiek wyposażony w takie cechy charakteru może zajechać bardzo daleko. Mnogość stron internetowych poświęconych NIN pokazuje, jak bardzo ten zespół zapadł w świadomość (albo podświadomość) wielu osobom. Co więcej, stron tych przybywa każdego roku, pomimo tego, że szanowny pan Trent Reznor przez ostatnie pięć lat milczał jak zaklęty. W oczekiwaniu na The Fragile fani NIN prognozowali przyszłość swojego ulubieńca. Mnożyły się domysły, czy Reznor się w ogóle wycofał z muzyki, czy przeszedł na stronę filmu, czy NIN umarło śmiercią naturalną. Nierzadko pojawiały się spekulacje na temat dalszej egzystencji samego Reznora; wielu wróżyło mu samobójstwo, mając na uwadze jego dotychczasowy światopogląd. Dla zabawy projektowano nowe okładki do płyty i zgadywano kto mógłby zająć się remiksowaniem nowego materiału. Wymieniano już takich muzyków jak No Doubts, Coolia czy Roba Zombiego. W sieci pojawił się nawet ktoś, kto podawał się za Reznora i nakręcał ludzi do dyskusji. Wielu fanów podpisywało się w internetowych czatach i emailach jako Trent Reznor. Spragnione Reznorowego Ciała kobiety pisały swoje oferty do takich "Trentów", w nadziei na pozytywne rozpatrzenie propozycji i w rezultacie ostre rżnięcie na tylnym siedzeniu samochodu. Zresztą mężczyźni też nie stali w tej kwestii na uboczu, bo, jako że lider NIN nigdy publicznie nie pokazywał się z swoją partnerką (partnerem), a na pytania o seks udzielał enigmatycznych odpowiedzi o wielu podtekstach, dlatego jego preferencje seksualne nadal nie są do końca znane. Trent bardzo chroni swoją prywatność, nie stara się na siłę pokazywać w mediach, jest introwertyczny i jak sam przyznaje, nie czuje się gwiazdorem.

A więc co wpłynęło na popularność NIN? Na pewno sama postać Trenta R. - charyzmatyczny, agresywny, perwersyjny, niezrównoważony, zamknięty w sobie i nieprzewidywalny człowiek - takie wrażenie można było odnieść po obejrzeniu większości występów NIN na żywo. Neurotyczny lider podkręcał zainteresowanie publiczności sadomasochistycznymi wizjami, wyrafinowanym image, kontrowersyjnymi poglądami i pomysłami. Nie mało popularności przyniosły mu cenzurowane wideoklipy, ale o tym później. Nagrał The Downward Spiral w domu Polańskiego, gdzie banda Charlesa Mansona dokonała mordu na jego żonie i towarzyszących jej osobom; fakt ten był wielokrotnie przytaczany przez prasę. Pozwalał sobie na bicie swoich muzyków podczas koncertów (słynny "worek treningowy" - Richard Patrick, późniejszy frontman Filtera) i zaciekle pastwił się nad sprzętem muzycznym. Z niekłamaną radością używał słowa "fuck" jakby na przekór amerykańskiej cenzurze. Wideoklipy do poszczególnych utworów emanowały agresją, szaleństwem, destrukcją i perwersją. Wśród rosnącej liczby fanów pojawiała się chęć poznania tego ciekawego gościa i znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy Reznor faktycznie jest taki nienormalny, czy to wszystko co sobą prezentuje jest tylko z góry założoną strategią dla lepszej sprzedaży płyt. Trasy koncertowe nie musiały mieć specjalnych "przyciągaczy" w postaci fajerwerków czy rozebranych panienek na scenie. Wystarczyło spojrzeć na taki NIN w czasie koncertu Woodstock ’94, kiedy zespół wytaplał się w błocie. Zasychająca na skórze masa ziemi jeszcze bardziej potęgowała wrażenie brudu i autodestrukcji wypływającej z muzyki NINE INCH NAILS.

Nigdy nie będzie cię dosyć, by móc mnie wypełnić.
Reznor powiedział kiedyś, że cokolwiek by nie nagrał, to trąci to popem. Zgoda, może utwory Maybe Just Once czy The Purest Feeling należą do tych, których nie powstydziłaby się Majka Jeżowska, podobnie jak Ringfinger, czy Into The Void - niosą ze sobą pozytywne, taneczne wibracje. Ale przeważający materiał płytowy NIN składa się na kompozycje ponure, agresywne, zimne i na pozór zdehumanizowane. W muzyce NIN nie ma miejsca na niepotrzebne, zbędne dźwięki; nawet te przypadkowe zostały tak wkomponowane aby stanowiły kompletną, harmonijną całość. A że Reznor nie może się obyć bez samplerów? Tym lepiej dla niego. Wielu muzyków brzydzi się ingerencją komputerów w tworzenie muzyki. Wytłumaczenie dla takiego zachowania jest jedno - nie potrafią z nich korzystać. Reznor przez swoje eksperymentatorskie podejście do łączenia dźwięków doszedł do perfekcji i o jego pomoc w realizacji materiału zabiega wiele mniej, czy bardziej znanych osób.

Nie mam zamiaru wdawać się w szczegółowe opisywanie muzycznej kariery Reznora; zrobiło to już wielu dziennikarzy przede mną. Wystarczy chyba tylko wspomnieć, że zanim założył NIN, grał w takich zespołach jak Option 30, The Urge, The Innocents, Slam Bam Boo, Hanson: The Movie, Lucky Pierre, The Problems (w filmie The Light of Day) i The Exotic Birds. Korzenie NINE INCH NAILS sięgają właśnie tej ostatniej kapeli; stamtąd Reznor wyciągnął Chrisa Vrennę i Richarda Patricka, by wymienić tych najbardziej istotnych. Był rok 1988, kiedy surowy industrial spod znaku Throbbing Gristle, Suicide czy Clock DVA powoli przekształcał się w formę bardziej przystępną, żeby nie powiedzieć komercyjną. W tym samym roku inny industrialny zespół, Ministry, nagrał płytę The Land of Rape and Honey czym bardzo zmotywował Reznora do pójścia w tym kierunku. Mała wytwórnia płytowa TVT Records, z którą Reznor podpisał kontrakt, nastawiła się bardziej na odniesienie sukcesu, dlatego do pracy nad albumem zaprzęgnięto Adriana Sherwooda (nie tak dawno gościł w Polsce), Marka "Flooda" Ellisa, Keitha LaBlanca i Johna Frayera. Mieli oni za sobą spore sukcesy w produkcji płyt takich wykonawców jak Nitzer Ebb, Depeche Mode, Cocteau Twins czy U2.

Skutek tej współpracy jest taki, że Pretty Hate Machine uchodzi wśród wielu fanów NIN za ich najlepszą płytę, chociaż w porównaniu z następnymi albumami może drażnić przez swoją prostotę i melodyjność niektórych utworów (wspomniany wyżej Ringfinger czy The Only Time). Nie zabrakło tam oczywiście kompozycji surowych i zimnych, jak Sanctified, Something I Can Never Have czy Terrible Lie, ale na pełne rozwinięcie stylistyki NIN musiało poczekać jeszcze parę ładnych lat. Na uwagę zasługuje wygląd muzyków; NIN z tamtego okresu to banda kolesi w prowokacyjno - perwersyjnych szmatkach z lateksu, kabaretkach, glanach i makijażu, a dodatkowo Reznor był wtedy posiadaczem cienkich, długich, czarnych dredów. Tak ubrani panowie, uzbrojeni w gitary i syntezatory podgrzewali publiczkę przez pokazanie totalnego braku zahamowań.
Kooperacja z TVT nie miała się najlepiej, dlatego Reznor ostatecznie nie rozstając się z nimi, podpisał nową umowę z Interscope.
Na wydanym w 1992 roku mini albumie Broken znalazło ujście apogeum agresji i nienawiści, wyrażone przez ostre brzmienia gitar, szybko narastające tempo, uwodzicielskie szepty. W tekstach Reznor zdawał się tracić swoją podmiotowość na rzecz przedmiotowości. Ciekawostką, choć nie nowatorstwem w kwestii rozmieszczenia utworów na płycie jest zastosowanie małego tricku - po włożeniu płyty do odtwarzacza pokazuje się aż 99 utworów. Oczywiście jest to bujda, bo po szóstym kawałku licznik przeskakuje co sekundę aż do numeru 98. Tam też znajdują się dwa "ukryte" utwory, cover Physical Adama Anta i Suck Pigface. Wkrótce do Broken dołaczyła płyta Fixed, zawierająca zremiksowany materiał z Broken. Album ten to wirtuozeria remiksowania w wykonaniu muzyków NIN z towarzyszeniem J. "Foetusa" Thirwella, Butcha Viga czy grupy Coil.

Kolejną studyjną płytą była The Downward Spiral, która w wielu mediach uzyskała status najlepszego wydawnictwa sygnowanego nieśmiertelną pieczątką NIN. The Downward Spiral faktycznie zawierała atrakcyjnie zaaranżowany i ambitny materiał. Z tekstów możemy dowiedzieć się, że Reznora zżerały lęki (Piggy: "Wszystkie moje lęki się spełniły/ zostawiłaś mnie tutaj /jestem teraz sam"), nienawidził świata, w którym przyszło mu żyć i chciałby się unicestwić (Hurt: "Zraniłem się dzisiaj, żeby sprawdzić, czy potrafię jeszcze coś czuć"), miał zdecydowany pogląd na religię (Heresy: "Wymyślił sobie boga i nazwał to chrześcijanstwem/ jeśli jest gdzieś piekło to chętnie bym cię tam ujrzał"), i lubił seks "z pieprzykiem" (Closer: "Chcę cię zerżnąć jak zwierzę/ całe moje istnienie jest pokalane/ przybliżasz mnie do boga"). Z popularnością utworu Closer związana jest taka historyjka: kiedy Trent przyszedł z gotowym materiałem do wytwórni, powiedział - "Słuchajcie, muszę was przeprosić za zawartość, ale nie myślę, żeby jakakolwiek stacja radiowa coś z tego zagrała. Nie ma tam nic takiego jak Head Like A Hole". Na to oni - "Closer.To jest hit." A Reznor - "Jaja sobie ze mnie robicie..." Dla niego był to najgorszy utwór jaki udało mu się stworzyć; z rytmami w stylu głupiego disco spod znaku Prince’a czy Soft Cell.
Remiksy do The Downward Spiral też były niczego sobie - perełki typu At The Heart Of It All czy koncertowa wersja Hurt mówią same za siebie. Do pracy nad Further Down The Spiral, bo o nim mowa, Reznor pozyskał grono już sprawdzonych, ale także i nowych współpracowników: wspomnianego już Foetusa, Charliego Clousera, Seana Beavana czy Dave’a Navarro.

Od wydania The Downward Spiral minęło pięć lat. Chyba żadna inna płyta NIN nie była tak oczekiwana, zwłaszcza, że stale przesuwano terminy jej wydania. Niektórzy fani Reznora negatywnie oceniają to wydawnictwo płytowe, a z ich komentarzy można wywnioskować jedno: Reznor się wypalił. Czy aby na pewno? The Fragile można postrzegać jako jeden wielki eksperyment, mając na uwadze parę elementów, które towarzyszyły jej nagrywaniu. Długie milczenie Trenta miało swoje przyczyny - dyskomfort psychiczny z powodu śmierci członka rodziny, starcia z podopiecznymi z Marilyn Manson, liczne rozczarowania i pojawiające się przekonanie, że nikomu nie można zaufać - to wszystko zaowocowało pewnym ociąganiem się z nagraniem nowego materiału. Reznor przyznaje, że przez chwilę poddał się nawet psychoterapii, lecz i tak w pełni mu to nie pomogło. Doszedł więc do wniosku, że z pewnymi rzeczami chce sobie radzić sam. Początkowo nie był pewien jak naprawdę chce się muzycznie wypowiedzieć, a nie miał zamiaru nagrać płyty tylko po to, żeby narobić zamieszania bez konkretnego powodu. Sprawdzonym lekarstwem na smutek okazało się jednak tworzenie muzyki. Zmiany w muzyce NIN były nieuchronne; Reznor wewnętrznie dojrzał. Stwierdził, że nie ma zamiaru śpiewać Head Like A Hole w wieku pięćdziesięciu lat. W wywiadzie dla magazynu Ray Gun wyznał, że myślał już o małżeństwie, o tych wszystkich rzeczach dla dorosłych, o tym, że chciałby mieć kiedyś dzieciaka. Ważne stało się pokazywanie siebie jakim naprawdę jest; chciał być uczciwy wobec samego siebie. Zdawał sobie sprawę z rozczarowania jakie może stworzyć wokół własnej osoby, ukazując swoje prawdziwe, a nie wypracowane "ja". Jednakże przyznał, że z jakichś powodów jego umysł nie funkcjonuje poprawnie - pomimo sukcesów i realizacji planów, czuje się smutny i nieszczęśliwy. Przyznał też, że marzy o wynajęciu domu nad brzegiem morza, tylko dla siebie, psa i komputera. A po chwili zirytowany stwierdził, że ma dosyć mieszkania tylko i wyłącznie z psem i zdaje sobie sprawę, że sam z wzajemnością nienawidzi ludzi.

The Fragile nie obfituje już w kurczowe trzymanie się stylistyki industrialnej. "Wybrałem instrumenty strunowe, bo są z natury niedoskonałe" - wyjaśnie Trent. I o ile przyznaje się, że nie jest wirtuozem gry na takich instrumentach jak ukulele, wiolonczela czy skrzypce, bo takie posłużyły do nagrania tego albumu, o tyle potrafił stworzyć na nich całkiem ciekawe i zadowalające brzmienia. "Chciałem spróbować nowych rzeczy, w pełni wykorzystać możliwości studia i włożyć więcej pracy w tworzenie melodii i struktury utworów" - tłumaczy Trent. - "Zamiast analizować, co faktycznie tworzę, po prostu pozwoliłem temu swobodnie wypłynąć i obserwowałem w jakim zmierza kierunku. Nie polegało to na obawianiu się skutków takich pomysłów, ale na ich uwolnieniu." Dodaje też, że pojmuje muzykę jako sztukę. "Przez ostatnie dwa lata starałem się odnaleźć w sobie coś nowego, próbowałem stworzyć coś innego. Niczego nie planowałem; pozwoliłem swojej podświadomości popłynąć tam, gdzie chciała - w nieznanym kierunku".
W listopadzie 2000, nieco po premierze bardzo oczekiwanej płyty byłego wychowanka Reznora, zespołu Marilyn Manson, światło dzienne ujrzała Things Falling Apart, tradycyjna, w przypadku NIN, płyta z remiksami nagrań pochodzących z The Fragile. W tym samym czasie ukazała się też płyta DVD z zarejestrowanymi koncertami z The Fragility Tour. W przypadku remiksów mamy okazję (bo nie można tego nazwać przyjemnością), przekonać się jak brzmi NIN, w sytuacji, kiedy Reznor dobrodusznie pozwala swojemu zespołowi, a także, dawnym współpracownikom na zremiksowanie nowego materiału. Efekt jest taki, że muzyka NIN nie jest już taka, jak znana nam muzyka NIN, ale jak muzyka zupełnie nieznanego zespołu, jakby utworzonego na próbę i na siłę przez niezbyt pomysłowych ludzi wzorujących się na twórczości NINE INCH NAILS. No cóż, czasami koleżeńskość nie popłaca.

Mroczne pomysły lidera NIN i jego umiejętny sposób przekazywania emocji za pomocą muzyki przyczyniły się do złożenia mu propozycji przez inne media. W 1992 roku istotne wydarzenie wstrząsnęło areną gier komputerowych - na rynku pojawił się Quake I, według którego engine nadal programuje się wiele, cieszących się niesłabnącą popularnością gier typu FPP. Na potrzeby Quake I Reznor nagrał jedenaście krótkich utworów, będących tłem muzycznym tak bardzo ponurym i stresującym, że nawet nie trzeba uruchamiać samej gry, by poczuć jej klimaty - wystarczy zapuścić sobie płytkę przez słuchawki, a natychmiast przyjemne ciary zaczynają pełzać wzdłuż kręgosłupa. W dodatku w grze, sporą frajdę sprawia zbieranie pudełek z amunicją oznaczonych logiem NIN i, jak nie trudno się domyślić, amunicją tą są dziewięciocalowe gwoździe.
Kolejną grą, której premiera powinna być w 2003r. to Doom 3, do której Reznor ma tworzyć tło dźwiękowe, efekty itp. Gra bardzo zaawansowana technicznie, ale nie powala na kolana jeśli chodzi o scenariusz i postaci.

Trent odcisnął swoje ślady na ścieżkach dźwiękowych do kilkunastu filmów: na The Crow znalazł się cover utworu Joy Division Dead Souls, na Class of 1999 i na Prayer of the Rollerboys - Head Like A Hole, na Conspiracy Theory - Closer(Precursor). W Doom Generation możemy usłyszeć Heresy, w The Fan - Closer (Further Away) i The Art Of Self Destruction Part One. Z kolei Hot Wired Monster Trux zawiera utwór Wish, a w Light of Day Reznor z fikcyjną kapelką The Problems wykonał cover utworu Buddy Holly’ego True Love Ways. Film zatutuowany Nowhere zawiera utwór Memorabilia (cover Soft Cell pod tym samym tytułem), na Young Americans znalazł się nowy mix kawałka Gave Up zremiksowanego przez Coil. No i na koniec powalający Burn do Natural Born Killers wraz z A Warm Place i Something I Can Never Have, do tego The Perfect Drug, rewelacyjny Driver Down i Videodrones; Questions na potrzeby Lost Highway oraz specjalny remix Closer (Precursor) do filmu Seven. Ostatnią jak na razie produkcją Reznor jest utwór pt. Deep do filmu Tomb Rider.

The Perfect Drug był pierwszym utworem, który Reznor nagrał po długim milczeniu i, w porównaniu z poprzednimi popisami Trenta, brzmi dosyć sympatycznie; niczym piosenka o miłości. W związku z tym w mediach pojawiła się spekulacja dotycząca nowej płyty na podstawie mniemanego kierunku obranego przez lidera NIN.
Z Burn sprawa wyglądała tak, że reżyser filmu Oliver Stone usłyszał utwór Something I Can Never Have i zadecydował, że chciałby aby Reznor popracował nad ścieżką do filmu Natural Born Killers. Podobno Reznor oglądnał ten film pięćdziesiąt razy, zanim udało mi się stworzyć ostateczną wersję utworu. Burn został zaprezentowany szerszej publiczności po raz pierwszy na Woodstock’94, a towarzyszył mu "oczojebny" wideoklip z obsesyjnie powtarzającym się refrenem: "Burn/ I never was a part of you".

Zdałem sobie sprawę, że to wszystko jest w mojej głowie.
Filmiki do utworów NINE INCH NAILS to uczta dla oczu. Dopasowany do muzyki montaż, kolorystyka, scenografia i rekwizyty tworzą niesamowity efekt. Inna sprawa, że większość ze scen tych wideoklipów nie przypadła do gustu amerykańskim cenzorom, dlatego niejednokrotnie lepiej jest posiadać wersję nieocenzurowaną. Dla smaczku zacznę od opisania wideo do Happines In Slavery, bo wokół niego narosły już legendy, a w prasie przytaczane sa z reguły same ogólniki. Wideo wygląda mniej więcej tak: do obskurnego, małego i ciemnego pokoju wchodzi facet w garniturze, na oko taki zwykły urzędas. Przy ścianie stoi szafka, na szafce świeca. Mężczyzna zapala ją, a potem rozbiera się do naga i zajmuje miejsce na stole umieszczonym pośrodku pokoju. I tu zaczyna się ta ostra jazda, która tak zbulwersowała nie tylko purytańską Amerykę. Jeśli myślicie, że jedynie osławiona Viagra jest lekarstwem pośrednio przyspieszającym orgazm, to jesteście w błędzie. Stół przekształca się w nie wiadomo przez kogo sterowaną maszynerię, obręcze zaciskają się na przegubach i kostkach mężczyzny, a metalowe szczypce, szpikulce i tego typu wyrostki zaczynają swoją zabawę. Poprzez kłucie ciała, szczypanie sutków i szarpanie moszny pobudzają mężczyznę aż do granic - facet krzyczy. W końcowej fazie maszyna rozrywa skórę i wyciaga na wierzch bebechy, w związku z czym mężczyzna doznaje bardzo silnego szczytowania. Potem jego zwłoki lądują w maszynce do mielenia, a wszystko wokół wraca do stanu sprzed paru minut. Drzwi otwiera Reznor, podchodzi do szafki, zapala świecę i ... tu film się kończy.

Kolejny kontrowersyjny obraz to wideo do Closer, z ukrzyżowaną małpką na ścianie, wiszącymi kawałami krowiego mięcha, łysą kobietą z wygolonym łonem. Nie można było oczekiwać, aby taki teledysk umknął cenzurze - co bardziej "drastyczne" sceny zostały zamaskowane logiem NIN. Na podstawie Pinion mamy możliwość zaobserwowania, gdzie tak naprawdę ląduje woda spuszczona z kibla. W Wish Reznor wraz z kolegami został zamknięty w wielkiej, metalowej klatce, gdzie zachowują się jak schwytane, dzikie zwierzęta. Swoją drogą ta klatka przypomina mi miejsce, gdzie Mel Gibson pojedynkował się z przeciwnikami w filmie Mad Max III. Wideo do Sin pokazuje całkiem zuchwałe zabawy mężczyzn, także z akcesoriami. Jest nawet scena, w której jeden gej daje drugiemu w twarz, a następnie malują sobie na ciałach słowa, posługując się własną krwią.

Moim ulubionym wideoklipem jest Hurt. Na olbrzymim, kinowym ekranie rysuje się mała, czarna sylwetka Reznora, a za nią wyświetlany jest film o rozkładzie, o końcu egzystencji. Nie ważne, że pokazane są etapy rozkładu lisa, jakby nie było, symbolu sprytu. Lisek jest zżerany przez białe robale, a potem rozpada się na futro i kości. Wszystko to dzieje się w przyspieszonym tempie, a pod koniec film zostaje cofnięty. W Down In It Reznor wspina się po dachach domów, by w finale skoczyć z piętra, co wygląda na sugerowane samobójstwo. The Perfect Drug prezentuje nowy image Trenta. Jeden z właścicieli nieoficjalnej strony NIN, określił frontmana NIN w ten sposób: "Reznor się nie lubi". Faktycznie, Trent w wideoklipie, to tajemniczy mężczyzna, posiadacz długich włosów i szwedzkiej bródki, okutany w czarne, gotyckie szaty, w których jawi się niczym pokutnik. Biega po labiryntach wyciętych wśród żywopłotów, czai się jak krododyl w lodowato zimniej wodzie. W dodatku pojawił się tam intrygujący, młody chłopiec, jakby żywcem wycięty z Opowieści Niesamowitych Edgara A. Poe. No i ten czarny jak smoła kruk... Chyba wypada dodać, że taki ascetyczny i pełen symboli teledysk wyreżyserował Mark Romanek, wcześniej odpowiedzialny za klip do utworu Closer. Jeszcze ciekawiej prezentuje się, podobnie jak sam utwór, pełne ekspresji wideo do Burn: mała dziewczynka jest przerażona zachowaniem swojego napastliwego, jakby można było przypuścić, ojczyma. Pąki kwiatów rozkwitają, kwitną, więdną, gniją. Pod powierzchnią oceanu unosi się demoniczna, czarna kałamarnica. Atrakcyjności dodaje temu teledyskowi szybki montaż poszczególnych obrazków. Interesująco wypada też Into The Void, gdzie możemy przyjrzeć się Reznorowi naprawdę z bliska, tak jakby chciał pokazać, że nie ma nic do ukrycia. Kamera wędruje przez jego włosy i ślizga się po ciele, ukazując każdy kawałeczek skóry, każdy pryszczyk i pieprzyk. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo będziemy mogli przyjrzeć się pracy Reznorowej nerki, nie mówiąc już o innych czynnościach jego organizmu. Jak dotąd ostatni z prezentowanych przez NIN wideoklipów do The Fragile, zawiera pewną niespodziankę. Otóż w ostatniej scenie Starsuckers, ponętna sąsiadka Trenta, baraszkująca z nim na tylnym siedzeniu limuzyny, zdejmuje blond perukę i naszym oczom ukazuje się... figlarz Mr. Manson!

Warto wspomnieć też o dwóch wydawnictwach sygnowanych znakiem NIN. Są to filmy Broken Movie i ponad dwugodzinny Closure. Pierwsze z nich to kolekcja wczesnych materiałów NIN z lat 1989-92, zrealizowana przy pomocy Petera Christophersona z grupy COIL. Zawiera takie wideoklipy jak Help Me I’m In Hell czy Gave Up. Broken Movie to już filmik o statusie dzieła kultowego i jest dostępny bardziej w pokątnym handlu strefy internetowej niż w jakimkolwiek sklepie muzycznym. Z kolei Closure to dwie taśmy wideo, zachęcające już samymi okładkami; zawierają obrazy Russela Millsa, autora prac zamieszczonych także na okładkach The Downward Spiral i Further Down The Spiral (pamiętny spiralnie skręcony sznurek). Zawartość jest równie interesująca; na jednej z taśm zarejestrowany jest koncert z Self Destruction Tour’94. Można tam obejrzeć Hurt w wykonaniu Reznora i Bowiego, skacowanego Mr. Mansona, pomysłowych fanów NIN odwiedzających ich garderobę, oraz na własne oczy przekonać się jak pociesznie wygląda Reznor zaraz po wstaniu z łóżka.
Druga z taśm zawiera wideoklipy, w tym tak poszukiwane perełki jak niecenzurowane Happines In Slavery i Closer, perwersyjny Sin, Help Me I’m In Hell, po którym przechodzi ochota na dania mięsne czy też Gave Up. Ten ostatni został nagrany w przydomowym studiu Reznora. Wokół domu sielska atmosfera, basenik z turkusową wodą, ogródek i te sprawy, a w budynku trzech znanych panów - Mr. Manson (jeszcze z brwiami), młodziutki Richard Patrick i sam maestro, który tutaj, trzeba przyznać, dał z siebie wszystko.
Reznora podobno można też ujrzeć w paru teledyskach innych wykonawców, np. w wideo Glitch PIGFACE czy Faster Than Light grupy LEAD INTO GOLD.

Nie obchodzi mnie co oni mówią.
Podczas pierwszej edycji Lalapalloozy (rok 1988), Trent poznał szefa Ministry Ala Jourgensena. Pod szyldem 1000 Homo DJs nagrali płytkę z czterema utworami, zatytuowaną po prostu 1000 Homo DJs. Oprócz takich kawałków jak Apathy czy Hey Asshole, znalazł się cover Black Sabbatowskiego Supernaut, gdzie Reznor zagrał na gitarze i udzielił się wokalnie.
W przerwach między nagrywaniem płyt nie próżnował i postarał się o to, by słuchając remiksów utworów KMFDM, Megadeath, Puffa Daddy’ego, czy Butthole Surfers nie można było mieć watpliwości co do osoby remiksującej; to tak jakby na końcu każdego utworu dopisał notatkę: "Tu byłem. Reznor" i przybił pieczątkę NIN. W przypadku kolaboracji z Adamem Antem obaj panowie świetnie bawili się na jednym z koncertów, wykonując wspólnie takie utwory, jak Physical, Red Scab czy Beat My Guests z repertuaru Anta. Przyznam, że zawsze mnie ciekawiło, jakby brzmiał Bootsy Cat przetrawiony przez Reznorowskie samplery. Trent położył swoje zdolne łapki także na utworach grup Curve, Garbage, Lucky Pierre, Machines of Loving Grace, Crunch-0-Matic, Pigface, Prick, Queen, Revolting Cocks, Tori Amos i prawdopodobnie nowofalowego zespołu The Wolfgang Press (nadal kwestionowany jest udziału Trenta w remiksie jednego z utworów zamieszczonych na płycie Queer).

Na uwagę zasługuje współpraca Reznora z grupami Marilyn Manson, Two i Davidem Bowie. Gdy w 1994 roku usłyszał materiał Briana Warnera, postanowił rzucić go na pożywkę nieco wstydliwej Ameryce. Wyprodukował Portait of An American Family, osobiście zremiksował utwór Mother Inferior Got Her Gunn, a na własnych koncertach występował ubrany w podkoszulek z logiem Marilyn Manson. Promocja dała swoje rezultaty. Zainteresowanie mediów i fanów wokół MM zacieśniało się coraz bardziej.
Grupa ta, przez jednych uważana za zjawisko przerażające, przez innych za śmieszne zdołała wpisać się w historię rocka, jeśli nie muzycznie to przynajmniej wizualnie. I o to chodziło, bo z założenia Marilyn Manson miał szokować, straszyć, prowokować, miał być na ustach wszystkich. Na kolejnej płycie MM Antichrist Superstar, Reznor stał się jakby szóstym członkiem zespołu i posądzano go nawet o to, że sam angażuje się bardziej w egzystencję MM niż prawowity frontman Mr. Manson. Oprócz produkcji albumu, zagrał w wielu utworach (Cryptochild, Deformography, Mister Superstar czy A Man That You Fear). Do pracy nad Antichrist Superstar zaciągnął swoich muzyków - Lohnera, Vrennę, Clousera a także świetnego przy konsoli Dave "Rave" Ogilvy’ego, wcześniej muzyka Skinny Puppy. Jednakże kiedy Warner opublikował swoją autobiografię i nagrał nowy materiał na płytę, tak inny od ustalonego schematu, Reznor powiedział jednej z gazet, że poczuł się zdradzony przez nielojalność podopiecznego i współpraca z MM została przerwana. Niedawne wspólne występy NIN i Mr. Mansona podczas Fragility Tour świadczą chyba o pogodzeniu się skłóconych stron, tak jak i fakt, że Mr. Manson wystąpił w wideo do Starsuckers.

Następnie duet Reznor - Bowie; astralny Byk i Koziorożec. Według prawideł astrologii taka współpraca nie mogła się nie powieść. Te dwie twórcze indywidualności wcześniej czy później musiały natknąć się na siebie - Reznor zremiksował dwa utwory Bowiego- Heart’s Filthy Lesson i I’m Afraid Of Americans, które po takim zabiegu nabrały pewnej zadziorności. W 1995r. obaj panowie występowali wspólnie podczas tras koncertowych i nie da się ukryć, jak wspaniale brzmią drapieżny Reptilian czy romantyczny Subterranean.

W 1998r. zawiązał się zespół TWO; kolaboracja z byłym lidrem Judas Priest i Fight, Robem Halfordem zaowocowała wydaniem płyty Voyeurs. Reznor zetknął się z Halfordem, kiedy ten miał już gotowy materiał na nową płytę i nie chciał firmować jej pod szyldem Fight. Reznor zainteresowany muzyką Halforda, stwierdził, że chciałby nad nią popracować, co obudziło w Robie wątpliwości.
Przyznał, że niezbyt podobały mu się pomysły Trenta, ale nazwisko Reznor ma już swoją renomę. Podejrzewam, że do kolaboracji doszło dlatego, że Halford jest człowiekiem otwartym na eksperymenty, prowokacyjnym, (bo jak sam uważa, prowokacja stymuluje ludzi do myślenia), i zamkniętym na fanów; nie ukrywa, że tworzy muzykę dla siebie. Według mnie, najciekawiej prezentują się utwory If, Leave Me Alone i My Ceiling’s Low, bo oddają pełnię współpracy obu muzyków. Generalnie cała płyta jest "przesiąknięta" Reznorem, ale rozczarowuje ze względu na niezbyt ciekawy materiał, nad jakim pracował - bez polotu, taneczny i delikatny, w stylu zwrotka-refren-zwrotka.

Właśnie znalazłem wszystko, czego potrzebowałem.

Trent przyznaje, że dlatego tak długo zwlekał z nagraniem The Fragile, bo zdał sobie sprawę, że osiągnął w życiu wszystko co chciał. Z psychologicznego punktu widzenia jest to znane zjawisko - kiedy człowiek o określonych cechach osobowiści sam spełni wszystkie swoje marzenia, nachodzi go zwątpienie w dalszy sens życia, a osiągnięte sukcesy przestają cieszyć. To jakby frustracja z powodu zrealizowania wszystkich swoich pragnień i świadomość, że jakoś trzeba żyć dalej. Reznor odczuł pustkę w sobie i wygląda na to, że po latach tworzenia i niszczenia tego co stworzył, przeszedł przez stan absolutnego katharsis, które spowodowało spustoszenie w jego psychice. I czegoś zabrakło. Zresztą z wiekiem przychodzi taki czas, kiedy człowiek czuje, że nie jest nieśmiertelny, że głos mają też inni, a nierzadko oni właśnie mają rację. Tytuł The Fragile ("kruchy", "delikatny") sugeruje stan psychiki Reznora ostatnich paru lat; w muzyce na niej zawartej uzewnętrznił swoje frustracje i słabości, w inny sposób niż poprzez agresję, jak miało to miejsce za czasów Pretty Hate Machine czy Broken. Częściowo nowe brzmienia NIN na pewno przyczyniają się do zdobycia nowych fanów. Zespoły pokroju KMFDM czy Gravity Kills z płyty na płytę prezentują tę samą, sprawdzoną muzykę, a przez to liczą głównie na poparcie ze strony starych fanów. Jest to dosyć ryzykowny zabieg, bo mimo tego, że stary, lojalny fan jest jak stały klient na którego można liczyć, to jego gusta będą się zmieniały wraz z wiekiem. W przypadku NINE INCH NAILS istotne znaczenie ma też inna kwestia - Trent potrzebuje muzyków do swojej jednoosobowej orkiestry. Współpracując z MM zdradził im: "Zazdroszczę wam tego, że macie swój zespół". Na świecie jest mnóstwo zdolnych, pomysłowych muzyków, tak więc zamykanie się w jednym określonym środowisku nie miałoby sensu.

Najbliższa przyszłość NIN zapowiada się ciekawie z jednego powodu: bardzo możliwe, że niedługo usłyszymy o zespole TAPEWORM, który Reznor powołal do życia w 1994r. Na pytanie czy muzyka TAPEWORM różni się od NIN, Reznor odpowiedział: "Może pewnego dnia zagram cholernie dobry riff i nie będzie on pasował do NIN. I jeśli znajdę inny teren dla swojej muzycznej działalności jako miejsce do odpoczynku i przyjemności to może to sprawi, że stworzymy muzykę lepszą niż NIN". W skład TAPEWORM wchodzą, między innymi, Danny Lohner i Charlie Clouser, chociaż mówi się też o J.M. Keenan z Tool i Phill’u Anzelmo (Pantera). Jeśli członkowie tej supergrupy mieliby dość samozaparcia, aby dogadać się, przeforsować swoje pomysły i wydać je na płytce, to na rynku płytowym miałaby ona naprawdę wysokie notowania.
Teraz powstaje pytanie, co dalej z naszym bohaterem? Czy jak niektórzy sądzą, zajmie się tworzeniem muzyki tylko na potrzeby filmów i gier komputerowych? Czy może rozwiąże NIN, i na rzecz innego projektu będzie kontynuował swoje muzyczne eksperymenty albo zajmie się przyuczaniem do zawodu innych młodych i zdolnych? A może w otchłani smutku strzeli sobie w czoło? Jedno jest pewne, media i fani nie dadzą mu spokoju, dopóki nie da o sobie znać. Miejmy nadzieję, że jeszcze nie raz nas sprowokuje.



Tekst, opracowanie, wszelkie prawa zastrzeżone (poza fotografiami): NINa, 2001r.
Fotografie: internet
Nota prawna
Szukaj w magazynie

Magazyn hostuje
Wersje
Nawigacja
START
PLIKI
Opowiadania
ARCHIWA
Archiwum o magazynie
Archiwum historii magazynu
Archiwum wywiadów
Archiwum recenzji muzyki
Archiwum recenzji gier
Archiwum recenzji książek
Archiwum artykułów
Archiwum newsów
Archiwum podcastów
Archiwum legalnej muzyki - pliki
Archiwum promocyjnych imprez
Archiwum manifestów industrialnych
O FABRYCE
Skład Fabryki
Kontakt
POZOSTAŁE
Linki
Zaktualizowane artykuły
Magazyn Fabryka - transformacja
[gry] You Are Empty
[gry] Kingpin: Life of Crime
Filter - Hamburg, 18.08.2013 [recenzja koncertu]
Nine Inch Nails [recenzje]
Subskrybuj
Newsy
Artykuły
Legalne mp3
Linki
Follow us: SoundCloud | Tumblr | Blogger | Google+ Magazine | Google+ Reviews | Google+ Heatwave

Design created by Look | Coded by eWe | Modified by NINa. Theme by GFXpixel.info modified by NINa | Social icons by Fatcow, Icondock, PR. Lloyd and NINa.

1,352,536 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2016 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.